Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Will. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Will. Pokaż wszystkie posty

OD Will CD Ashley ft. Kassie

 *****

  - Nie masz pojęcia, jak się teraz czuję. Wiedziałeś, że coś do ciebie czuję, czemu to powiedział- (...).
   Reszty już nie usłyszałem. W tamtej chwili mój mózg wracał do czasów, kiedy moje uczucia wobec innych były bardzo niesprecyzowane. Wszyscy albo mnie odtrącali, albo zakochiwali się po uszy bez wzajemności z mojej strony. Życie tak podłego cienia jak ja musi być serio trudne, a ja nawet tego nie dostrzegam. Są pewne momenty, w których życie przestaje przelatywać, a każda następna sekunda zaczyna się wydłużać. Tak też i było teraz. Nie miałem innego wyjścia. Musiałem się dowiedzieć, czy moje obawy się potwierdzają. Lekko zrozpaczony, ale nie dający po mnie poznać, spojrzałem na Ashley, która była naprawdę wkurwiona:
- Ashley, obiecuję, że po tym wszystkim ci wszystko wyjaśnię. Słowo-
   Po tych słowach szybko wybiegłem z jej mieszkania z nadzieją, że to wszystko jest tylko głupią intrygą. Spojrzałem na ulicę. Do tej pory nie zauważałem, jak ludzie potrafią pokazywać emocje, nawet przechadzając się po ulicy można było dostrzec frustracje, złość, szczęście czy też smutek innych. Moja psychika, można lekko mówiąc, zaczęła mi działać już na nerwach. Miałem tylko jeden cel, przez który jestem tym, kim jestem teraz. Kassie.


*****

   Mogłem się już domyślić po samym SMS-ie, który dostałem wcześniej, że coś nie gra. Musiałem jak najszybciej znaleźć tą szmatę. Był to jednoznaczny od niej znak, że czegoś a raczej kogoś oczekuję. Tym kimś mógłby być tylko osoba, na która ma obsesje (czyt. ~mnie). Postanowiłem udać się na wzgórze, na którym kiedyś spotkaliśmy się, aby oglądać zachody słońca. Nikt tutaj nie bywał tak często jak my. W zasadzie nikt inny, bo to było daleko od miasta, a komu by się chciało kogoś tu wlec.
   Jak też się mogłem spodziewać. Pośród szumiącej fali na łące, wśród kolorowych, pełnych barw kwiatów, obok pięknego, starego jak ten świat drzewa, stała kobieta, która była ubrana w uwodzące, ciemnie ubrania. Czyli standard. Lekko westchnąłem i powolnym krokiem zbliżałem się do dziewczyny. Obróciłem się w tym samym kierunku, w jakim i ona się patrzyła. Po dłuższej chwili w końcu przemówiłem:
- Kassie.
- Willamie. Od zawsze wiedziałam, że przeczytasz moje znaki i nawet sam wybrałeś miejsce, aby się spotkać. Wiesz jak bardzo wspominam nasze chwile spędzone w tym mie-.
- Czy możemy przejść przejść do rzeczy? - przerwałem.
- Skarbie, skąd te pośpiechy? Ktoś cię goni? Śledzi? Czy może gonisz za mną a nawet o tym nie wiesz? 
   Po tych słowach, ścisnąłem pięści, żeby nie wypuścić wkurwu, który we mnie aktualnie się gotował. Jak mógłbym zapomnieć to, co ona mi robiła przez te wszystkie lata?
- Niczego nie rozumiesz. Jak zawsze udajesz, że się przejmujesz wszystkim. Wybawicielka się znalazła, która ukoi mnie w moich cierpieniach. Nic ani nikt mnie nie zmieni. Wszystko to z twojej i wyłącznie winy!
- Oj kotku... - lekko smutna Kassie podeszła do mnie - Wiesz, że ja taka nie jestem. Tak chcę ci pomóc, ale w normalny sposób, dlatego też się do ciebie odezwałam.
   Kobieta wyciągnęła w moją stronę dłoń i dotknęła mojego zimnego policzka. Spojrzała mi głęboko w oczy. Jej piękne źrenice przeszywały moją duszę. Zdałem sobie sprawę, że wszystko to co mi powiedziała wcześniej jest prawdą. Nigdy sobie nikogo nie znajdę gdyż moja miłość stoi tuż obok mnie. Wzięła mnie w swoje objęcia. Można było tylko zauważyć jej niesamowite, pociągające, różowe oczy, który wzięły moje myśli ponad niebiosa. Znów mogłem poczuć się szczęśliwy. Cała moja zła energia rozproszyła się wokół mnie, a mój kompan zasnął u boku.
- Czy chciałbyś choć ten jeszcze jeden raz a nawet i więcej obejrzeć ze mną ten piękny zachód słońca?
Nie miałem kontroli nad własnym ciałem. Czułem, jak moje oczy są zamglone a usta mówiły co chciały. Pośród moich myśli buszował chaos oraz słowa, które wypowiedziała.
~Ciszy szept, który przeszedł przeze mnie, zerwał ze mnie najtwardszą skorupę, przez którą się ukrywałem przed innymi.~
*****
   Jej czułe pocałunki zaczęły mnie zabierać do raju, do miejsca, w którym mogłem być szczęśliwy. Widziałem w nim rzeczy, których dotąd mój wzrok nie mógł ujrzeć. Świat jednak mógł być piękny, jak też mi się wcześniej nie zdawało. Cała szarość została zmyta jak woda do ścieków, gdzie nigdy już nie powróci. Pośród chmur mogłem zobaczyć radosnego mnie, biegającego razem z moją ukochaną. Nikt nie mógł nam tego przerwać. Nikt. W pewnej chwili Kassie przylgnęła do mnie na ziemi i zapytała:
- Mój ukochany, czy przyszedł już ten moment, ten jedyny, kiedy zwiążemy się więzią miłości, która nie pozwoli nas rozłączyć? Czy chciałbyś, abym to ja była przy twoim boku i mogła spełniać twoje fantazje, marzenia oraz miłować najskrytsze uczucia?
   Kiedy już pewny siebie miałem odpowiedzieć na to proste pytanie, wszystko zaczęło znikać a w tle słyszałem rozpoznawalny dla mnie głos: Will! Will nie rób tego! WILL! Po czym ustał. Moje myśli zebrały się w jedną całość i zauważyłem, że to wszystko co jest wokół mnie jest iluzją. Po szybkim przebudzeniu, zobaczyłem, jak Kassie trzyma nóż przy szyi Ashley, która leżała na ziemi cała unieruchomiona. Chciałem coś zrobić, lecz też nie mogłem się ruszyć. Jak się okazało, skuła mnie srebrem. Odwróciłem się i zobaczyłem jej twarz ponownie oraz jej otwierające się usta, który mówiły:
- Nie przejmuj się tym czymś. Przeszkodziło nam w naszej słodkiej pogawędce. Zlikwiduje to zagrożenie na twoich oczach, abyś już wreszcie zrozumiał, dla kogo tutaj jesteś. Hah. Chyba, że wolisz przyjaciółkę od własnej kochanki.  
Willamie, co na to powiesz?
<Ashley, wróciłem???>


Od Will CD. Ashley ft. (Jego Ex), Luke, idk

- Nie mogłeś tego zrobić sam, więc zrobiłam to za ciebie, Willamie.

- Nie mogłeś tego zrobić sam, więc zrobiłam to za ciebie, Willamie.

- Nie mogłeś tego zrobić sam, więc zrobiłam to za ciebie, Willamie.

- Nie mogłeś tego zrobić sam, więc zrobiłam to za ciebie, Willamie.



Willamie...

   Już  od dawna nikt mnie tak nie nazywał. Ciągle tylko słyszałem swoje przezwisko, jak jakieś imię dla psa, ale to imię, moje pełne imię, wywołuje tyle emocji i wspomnień, że aż przestałem go używać, aby ich nie czuć. Mało co czuje, ale rany pozostawiają po sobie ślad, a czas wcale ich nie leczy.
   Siedzę tu już od kilku dni z zdezaktywowanymi mocami, białymi ścianami oraz dwojgiem strażników stojących za niewidzialną, elektryczną powłoką. Przynajmniej plusem tego jest, że mogę z nimi porozmawiać, bądź minusem dla nich, że muszą wysłuchiwać takich głupot jak na przykład.... 
Moja ex.

*******

- Wiesz, że gdyby nie ja, nie miałbyś takiej świetnej dziewczyny, która przynosi ci takie śniadanie?
- Nigdy nawet nie myślałem o innej. Ty jesteś dla mnie jedyna, która mnie rozumie i nawet wie, co lubię na śniadanie.
- Widzisz? Być może posiadam dar.

***

- Myślisz, że te dwie gwiazdy to my? Same w tym całym bałaganie zwanym życie, otoczone innymi mniejszymi zwanymi problemami, ale nadal trzymają się razem i nigdy się nie rozłączą-
- I nawet jak jest dzień i ich nie widać to pozostają razem. Tak jak ja i ty, Kassie.

***

- Myślałaś, że się nie dowiem!? Myślisz, że to jest zabawne!? Jak możesz być takim potworem po moim zaufaniu, którego oczekiwałem od ciebie, a okazałaś się zwykła dziwką i szmatą, w dodatku manipulantką.
- śmiejąc się - Ja? No co ty głuptasku, przecież ja ci tego nie zrobiłam, po prostu się mylisz, tak jak zawsze, ale nie jesteś tego świadom.
- To nie jest praw... Tak. Popełniam błędy. Ciągle popełniam błędy. Nawet teraz. Czy wybaczysz mi moje błędne zarzuty wobec ciebie?
- Widzisz kto tu ma zawsze racje, oczywiście mój koteczku.

*******
   Moje czarne jak noc oczy całkowicie zmieniły oblicze mojej osoby, stanu. Nie wyrażały już nic, nawet tego, że nic nie mam. Puste jak butelka po piwie, zamglone i obojętne na wszystko. W tym całym zamieszaniu w mojej głowie, nawet nie zauważyłem, że nie spałem ani że minęło parę dni, a ja nadal tutaj siedzę, przez wrobienie mnie, rozmyślając, jak mogłem tego nie zauważyć. Do tego dochodził ten pisk w uszach, przez który nie mogłem się skupić na niczym, potem krzyki, pisk, krzyki, gruz? Wstałem powoli z ziemi, odrywając się od mojej żenującej rutyny pustki a nie daleko mnie zbliżała się postać. Wkrótce się okazało, że to była we własnej osobie Ashley! Ledwo słyszałem ją przez te wszystkie dźwięki alarmów, pisków i innych:

- Will! Nareszcie, chodź musimy spadać z tego (...) Wszystko w porządku? (...) -nie martw się, znajdziemy stąd drogę wy-(...) Luke, gdzie jesteś?! Debil (...) jak ja go dopadnę potem (...) Znajdźmy szybko jakąś kryjówk-(...).

   Już byłem okropnie zmęczony tym biegiem. Przebiegaliśmy akurat przez park, gdzie zauważyłem, że na ziemi w końcu spadła z drzewa moja patelnia, którą wyrzuciłem chuj wie kiedy, więc szybko ją zabrałem w razie obrony. Wokół widziałem tylko biegające postacie oraz Ashley, która ciągle trzymała moją rękę, aby za nią podążał. W mieście stały takie telewizory z wiadomościami, z których wydobywał się taki sam przekaz, lecz nie mogłem go zrozumieć przez te szumy:

Uwaga mieszkańcy, mamy (...) zagrażający życiu, prosimy o schronienie się w (...) nie wychodzenie z nich oraz czekanie na dalsze instrukcje związane z (...) Mówiła Grażyna Kowalska, TeleNewsProX24/7.

   Odbiegliśmy wnet do jednej z pobocznych uliczek. Ledwo dotrzymywałem jej kroku, biegnąc praktycznie w nieznane tereny, widząc przed sobą tylko pojedyncze światła latarni oraz szyld z napisem "Kawusia u Barbarki". Przydała by mi się kawa.

Od Will CD. Ashley ft. Ktoś

*** Gdzieś w przestrzeni ***

*** Widnieje napis Sąd Ostateczny ***

- Will Evans. Zostałeś tutaj zesłany, ponieważ Twoja dusza opuściła Twoje ciało i ulotniła się ku niebiosom, lecz została zatrzymana przez oto tutejsze miejsce. W swoim życiu popełniłeś wiele złych czynów - na swoim biurku rozwija listę, która aż spada z niego i ciągnie się dalej. - Nikt z tutaj zgromadzonych nie wie co powiedzieć. Jesteś jedną z osób, która Nasza Świętość nie może ogarn-
- Czy możemy skończyć tą szopkę i przejść do konkretów?
- Dobrze Panie Evans. Zostaje pan zesłany do Czystki dla Nadistot, w której oczyści się Pan z wszystkich zarzutów, ponieważ wyznajemy zasadę, że-
- Że każda nadistota jest czysta, tylko została sprowadzona na złą drogę przez ludzi, tak tak wiem o tym.
- Em. Dokładnie. A więc czy jest Pan gotowy na wędrów-
- Chwila. Dlaczego ja nie żyje skoro moja energia wzrasta? I dlaczego ten cały "sąd" jest różowy w gwiazdki. Czy mój koszmar się jednak spenił?
Nagle usłyszałem głos zza moimi plecami. Znajomy mi głos od zawsze, który pałętał się długo za mną.
- William'ie. Znalazłam cię.
- K...- nie mogłem nawet wypowiedzieć tego imienia.
- Tak, to ja we własnej osobie. Myślałam, że już zaginąłeś. Szukałam cię tyle lat, nocy ani jednej nie przespałam, walki toczyłam, aby cię znaleźć. Wszystkich pytałam!
- Nie możesz być prawdziwa. Ciebie już nie ma. ZGINĘŁAŚ! Po za tym to jest koszmar, z którego najlepiej był wyszedł - po czym uszczypnął się w rękę. - Ale nie mogę.
- To nie jest koszmar. To jest jak spełnienie marzeń! Znowu możemy być razem. Na zawsze.
- Nie... Przestań...
- I nigdy nie pozwolę ci nikomu zabrać. Będziesz tylko i wyłącznie mój - zza jej pleców wyłonił się długi jak linijka pani od matematyki, czarny bat. - Nawet przyniosłam ze sobą twoją ulubioną zabaweczkę!
- Ty suko. Pożałujesz tego. Znowu.

   Zacząłem biegnąć w jej stronę. Już miałem uderzyć, gdy nagle pod moimi stopami zawaliła się ziemia i spadałem w przepaść. Myślałem, że to był już mój koniec. Po uderzeniu w ziemię, znowu miałem pustkę przed oczami. Okazało się, że były zamknięte no fajnie fajnie. Kiedy już w końcu otworzyłem te oczy, zauważyłem, że nie leże już na ziemi, czekając aż ten policjant mnie zabije, lecz w jakimś pokoju. Rozglądam się wokół siebie i zauważyłem Ashley NA SZCZĘŚCIE w drugim łóżko obok "mojego". Na myśl o tym, że mogłem prawdopodobnie być z nią w łóżku w trakcie, kiedy byłem nieprzytomny tak mnie obudziła, że od razu wybiegłem z łóżka. I wtedy naszła mnie myśl.
Co jeżeli zostałem zgwałcony? 
Albo gorzej. 
Co jeżeli zabrali mnie seks klubu tylko z kobietami?
ALBO JESZCZE GORZEJ.
Co jeżeli zabrali mnie do tego klubu i tam zostałem zgwałcony i przenieśli mnie tutaj i jeszcze się ze mną zabawiali?! Ta myśl tak bardzo mnie rozkojarzyła, że nie zauważyłem, że byłem cały brudny z jakiegoś błota, ani że mam dziurę w plecach przy biodrze.

*****

   Po znalezieniu bandaży oraz opatrunków jałowych i innych potrzebnych rzeczy do opatrzenia tej rany, postanowiłem się iść umyć. Przecież wiadomo, że król nie może chodzić brudny, czy jakoś tak to szło. Wszedłem do łazienki i zacząłem się przeglądać w lustrze. Oczywiście musiałem się pobawić moimi włosami, żeby były super ułożone oraz zrobić pozy i porobić sobie zdjęcia. Kiedyś je może wstawię, ale lepiej nie wszystkie. Zacząłem się rozbierać. Ale oczywiście znowu musiałem popatrzeć, jakie mam zajebiste bokserki z rekinem wiadomo chyba gdzie ༼  ͡° ͜ʖ ͡° ༽.
Szybko wskoczyłem pod prysznic i przekręciłem kurek na najcieplejszą temperaturę, jaką dało się uzyskać. Lekko się rozmarzyłem, myśląc o tym, jakby mogła wyglądać moja idealna przyszłość bez tego wszystkiego, co się ostatnio wydarzyło. W najbliższym czasie muszę coś zrobić z tym postrzeleniem w moje plecy, bo lekko to wygląda fatalnie i piecze pod wpływem wody, ale i tak kocham prysznic. Wszystkie te przyjemności przerwały mi otwierające się drzwi. W sumie nie wiedziałem co zrobić, bo zawsze byłem w domu sam i nikt mi nie przeszkadzał, więc olałem to i dalej kontynuowałem moją kąpiel.
   W sumie po trzech godzinach siedzenia pod prysznicem i śpiewania piosenek, postanowiłem wyjść i ukrócić męczarnie Ashley, która weszła mi do łazienki. Jednak bardzo długo mi zeszło na suszenie moich dosyć długich i gęstych, jak dla innych mężczyzn włosów. Okryłem się ręcznikiem i wyszedłem z łazienki, z której aż parowało z tego gorąca ciekawe od kogo.

*****

   Gdy już miałem szukać Ashley i wypytywać ją, co się tu odjaniepawliło, mój brzuch wydał odgłosy wycia wilków. Aż sam się zdziwiłem, że jestem tak głodny. Poszedłem do kuchni, w której się okazało też przebywała dziewczyna. Miałem się przywitać z nią i przeprowadzić wywiad, lecz ona mnie wyprzedziła z dużym oburzeniem:

- Słucham.
- Co? Czego chcesz.
- CO SIĘ DO KURWY NĘDZY STAŁO?!
- Jeżeli chodzi o kąpiel to ja nie chciałem aż tak głośno śpiewać ani nic z tych rze… - po tych słowach spoliczkowała mnie dosyć mocno.
- Nie o tym mówię idioto! Co się stało na tym placu, że cie postrzelili?! Przecież jesteś cieniem!
- Byłem pod wpływem szaleństwa mojego umysłu i nie wiedziałem co robię. Do tego mój towarzysz mnie opuścił, bo znalazł sobie inną ofiarę.
- Pokaż mi tą ranę – odwiązałem bandaże. - Widziałam tylko, że nie krwawi z niej.
- Sama się jakoś zrośnie. Przynajmniej mam taką nadzieję. A teraz ważne pytanie ode mnie. Czy zostałem zgwałcony przez jakąś niewiastę, kiedy byłem nieprzytomny?! A może to ty byłaś?!
- NIE! Will, przestań. Jesteśmy tylko przyjaciółmi! Przecież tak się umawialiśmy – lekko wybuchnęła.
- Dobra dobra. Tylko się upewniałem. Pozwolisz, że zrobię sobie śniadanie i wyjdę na… dosyć dłuższą chwilę?
- Jasne, tylko mi obiecaj, że będziesz nic ci się nie stanie ani nie wdasz się w żadną bójkę.
- Dobrze mamoooo – lekko z ironią.

   Przeglądałem sobie wszystkie szafki w poszukiwaniu Nutelii, ale oczywiście nigdzie nie było. Spojrzałem do kosza a tam 5 słoików z niej. Lekko wkurzony wziąłem tylko bagietkę i położyłem się na kanapie, i włączyłem telewizor na kanał wiadomości.

- Czyżby powstanie miałoby być początkiem czegoś większego? Czego możemy się spodziewać po tak niebezpiecznej rasie? Na ulicach zostały zwiększone patrole policji, które będą wypatrywały nadistot, które podejrzewają za rozpoczęcie tego incydentu. W niedługim czasie mają również zostać zmienione przepisy przez prezydenta, które miałyby bardziej ograniczyć nieprzyjaciół. Więcej informacji już za chwilę w TeleNewsProX24/7.

   Policja. Wybuch. Krew. Dobra stop. Nikt nie będzie mnie powstrzymywał od wyjścia na ulicę. Po prostu chce iść do mojego domu i może przy okazji podejść do lodziarni po jakieś lody. Z tego co wiem to nie mam żadnych zleceń ani nic.

****

   Wyszedłem od Ashley, która lekko zmartwiona patrzyła się dłuższą chwilą na mnie, ale zignorowałem jej spojrzenie. Spojrzałem na siebie i na moje podarte ubranie oraz na ludzi przed mną, na ulicy. Postanowiłem szybko się udać do jakiegoś sklepu odzieżowego, żeby coś kupić i nie być podejrzewany o nic. Raczej nikt nie chodzi w takich ciuchach na co dzień, przynajmniej nie prestiżowe osoby takie jak ja. Ubrałem moje ciuchy oraz założyłem kaptur na głowę, aby mniej sprawdzać uwagę policji.
   Gdy tak szedłem po ulicy, nagle poczułem, że ktoś mi bardzo znajomy wrócił do mnie. Obok siebie zauważyłem moją panterę, która wróciła z połowów. Tak bardzo się we mnie próbowała wtulić, że prawie upadłem na ziemię. Usiadłem na schodach i pogłaskałem moje zwierzę. Czułem, że znowu energia do mnie wraca, a rana zaczęła mnie coraz mniej boleć. Nawet migrena mi przeszła. Postanowiłem się jednak zebrać z tych schodów, bo ludzie dziwnie patrzyli, że gadam do powietrza jak jakiś urwany z psychiatryka człowiek. W sumie, kto powiedział, że nim nie jestem.
   Wyciągnąłem swój telefon i spojrzałem, że był całkowicie wyciszony. Wszystkie powiadomienia, które miały przyjść nie przyszły. Byłem lekko mówiąc wkurwiony. Od ciszyłem go i dostałem fale dźwięków typu bing bing bang i inne tego typu, które miały sygnalizować nieprzeczytane maile i SMS-y. Dostałem dosyć mnóstwo zleceń, lecz zważając na szczególny przypadek, że zostałem postrzelony, postanowiłem zrobić te najważniejsze a resztę wysłać innym. Jeden z tych maily był podkreślony na czerwono, czyli jak to mówił szef "to jest tak ważne, że jeżeli umrzesz podczas niej, to cię wskrzeszę i zabije ponownie".

*** Godzina 3:27 *** Okolice rynku głównego ***

   Kto kurwa zatrudnił tego pracownika, co szył te ubrania. Przecież to jest tak ciasne, że nawet widać moje całe kroczę. Znaczy, ja tam nie mam nic przeciwnego w tym, że mi je widać, ale to nakurwia. Wyciągnąłem szybko linkę z mojego paska i zacząłem się wspinać po budynku, przy okazji patrząc, czy nikt mnie nie obserwuje. Na dachu ubrałem soczewki, które wykrywały ruch przez ściany, jednak nic nie zarejestrowały. Wyciągnąłem mój laser i zrobiłem dziurę w wentylacji oraz zabrałem mój mini komputerek i za pomocą jego zamroziłem obraz w kamerach, bo oczywiste było to, że będą też w wentylacji. Gdy już byłem w niej, starałem się zlokalizować główne biuro całej tej organizacji. Postanowiłem wbić do środka przez szyb, który znajdował się pode mną. Zorientowałem się, że obok mnie było dwóch strażników, którzy rzucili się na mnie i powalili, lecz szybko rozpłynąłem się w ich cieniach. Nie wiedząc co robić, zaczęli biegnąć włączyć alarm, ale zdążyłem przed nimi i dźgnąłem ich w plecy, zanim to zrobili. Zadowolony z walki usłyszałem kroki nadchodzących kolejnych strażników, więc szybko wciągnąłem zwłoki do najbliższego pokoju i po cichu zamknąłem drzwi. Przeszukałem ich obu i znalazłem klucze, które były podpisane "Centralne Biuro Agencji". Oprócz nich wziąłem również ze sobą ich strój do torby i wyszedłem na korytarz. Podążając cicho przy ścianie za pomocą mojej mapy, dotarłem do celu i otworzyłem drzwi.

   Biuro było dosyć obszerne. Wszędzie były bogato zdobione ozdoby oraz najprawdopodobniej sprowadzone z Francji meble. Dookoła mnie znajdowało się dużo gablotek i szuflad z dokumentami oraz na wprost biurko wraz z laptopem na wierzchu. Myślałem, że to nie może być takie proste, aby tak ważne dokumenty znajdowały się tak blisko do zdobycia, więc postanowiłem pogrzebać w dokumentach na pobliskich półkach. Mówiąc szukać miałem na myśli przeszukiwanie wszystkich papierów w poszukiwaniu danych, ale skończyło się na tym, że na ziemi tworzyły się fale dokumentów, które tylko chłonęły moje stopy i nogi. Potrzebne mi były informacje o nowym prototypie tej agencji, który jest ukryty w głębi tego budynku. Lekko poddany już, podszedłem do tego biurka i włączyłem laptopa. Hasło. Kocham. I następne. I następne...

   Po dzikich i skomplikowanych operacjach, które zajęłyby mi wieki gdyby nie mój laptop, w końcu dorwałem się do tajnego folderu agencji, gdzie właśnie były praktycznie same dane na temat tych prototypów. Popatrzyłem na zegar i była już godzina 4:36! Szybko skopiowałem dane na pendrive'a i starałem się zakryć ślady włamania. Zanim wyszedłem z biura, ubrałem się w ubrania strażnika, które wcześniej zabrałem. Były prawie, że idealne dopasowane. Przynajmniej były lepsze niż te, które miałem wcześniej na sobie. Wyciągnąłem moją farbę maskującą, która zmieniała się pod wpływem osoby, którą się ostatnio widziało. Wszedłem do windy i zjechałem pod ziemie do laboratorium agencji. Użyłem plakietki, aby uzyskać dostęp do laboratorium i wyłączając przy tym alarm i lasery. Na samym końcu sali zauważyłem projekt X, który miał pomóc mojej agencji w unowocześnieniu technologii oraz broni.

*****

   Kiedy już miałem podnosić urządzenie, dostałem SMS-a od Ashley:
- Will. Ja sama nie wiem co powiedzieć... Nie wiem od czego zacząć. Ta noc... Była jedną z najpiękniejszych, jaką mogłam doznać. Byłeś jednocześnie taki delikatny a zarazem zaborczy. Po prostu takim, jakim cię poznałam. Nigdy cię bym nie podejrzewała, że z dnia na dzień zmienisz stosunek naszej relacji. Jeszcze przecież rano się mnie dopytywałeś, czy czegoś ci nie zrobiłam w nocy. Ale ty przyszedłeś z różami i przeprosinami i wszystko mi wytłumaczyłeś, że skrywałeś już od samego początku te uczucia, bo sam nie byłeś pewny co do swojej orientacji. Jesteś taki kochany Will! <3 Nie mogę się doczekać naszego następnego. Będę czekać z niecierpliwością.
   Co się to kurwy ruskiej pierdolonej mać stało. Przecież mnie tam nie było. Ani nie jestem nią zainteresowany. Coś jest bardzo nie tak, ale nie mogę teraz przerwać misji. Może po prostu się pomyliła z wiadomością i miała wysłać do kogoś innego. Tylko, że w wiadomości było również moje imię. To jest BARDZO dziwne i wyjaśnię to z nią dzisiaj.
   Jednak wszystkie te myśli przerwała mi straż, która wyważyła drzwi od laboratorium i poraziła mnie laserem paraliżującym. Upadłem na ziemię wraz z moim telefonem, po czym skuli mnie w kajdanki, które uniemożliwiały mi ruch i używanie moich mocy. Ostatnimi siłami spojrzałem jeszcze na telefon, na którym się wyświetliła nowa wiadomość.
- Nie mogłeś tego zrobić sam, więc zrobiłam to za ciebie, Willamie.

<HUH, GO SOLO, nikt się tego nie spodziewał>
^